5 lipca 2011

Almost there...

Za tydzień dowiem się co ze mną będzie. Wyniki matury zaskoczyły mnie pozytywnie i zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo zakładałam realizację najgorszego scenariusza. To niesamowite, ale może moje marzenia się spełnią :)


Z tej okazji byłam rozejrzeć się na wyprzedażach, co poskutkowało wzbogaceniem garderoby o dwie sukienki (wrzucę tutaj w najbliższym czasie) oraz poniższe okulary i kolczyki (Reserved). I wreszcie zgrały się sytuacje, kiedy ja mam pieniądze, a Kling czyta mi w myślach: TE buty zostały przecenione i obecnie przemierzają sobie drogę przez Europę do Polski ^^ Na tym koniec z rozpieszczaniem siebie, bo jeszcze zapeszę i zamiast indeksu będzie wałek ;P


Na zdjęciach Neko ze swoją nową zabawką - myszochomikiem

24 czerwca 2011

DIY Dyed Jeans

W oczekiwaniu na wyniki matury, które będzie mi dane poznać dopiero 30 czerwca, postanowiłam zająć się czymś innym niż sranie w gacie i oto są moje pofarbowane i pocięte jeansy. Ogólna koncepcja była inna więc w końcu nie wykorzystałam barwników w kolorach bordo i czerwony, ale jestem zadowolona z ostatecznego wyniku.


Historia jeansów jest taka, że pewnego dnia zabawiając w artystycznie uzdolnionym towarzystwie w postaci Mara i Górki, wylałam na siebie (czyt. jeansy) czarny tusz. Ich reanimacja polegała na: przycięciu do odpowiadającej mi długości (z zamysłem, że będą podwijane, tak jak na zdjeciach) i próbie zafarbowania na popielato. Mimo postępowania zgodnie z instrukcjami na opakowaniu, pierwsze farbowanie okazało się być niewypałem. Albo to ja coś zmaściłam (b.prawdopodobne), albo to z popielatym barwnikiem jest coś nie tak. W każdym razie, właściwe farbowanie przeprowadziłam używając dwóch opakowań czarnego barwnika, które najpierw zalałam 4l wrzątku, a potem rozcieńczyłam 2l gorącej wody. Gotowałam roztwór przez około godzinę, może dłużej, a potem wypłukałam i wyprasowałam tak jak każe instrukcja.

 

Nie sądziłam, że wyjdą takie fajne :) I nie wiem, czy zdjęcia dobrze to oddają, ale kolor nitki świetnie wygląda razem z czernią. Następnym razem, spróbuję pobawić się z woskiem i innymi kolorami. Ale póki co, idę na maraton z Fullmetal Alchemist: Brotherhood

19 czerwca 2011

'You come on delicate and fine like a diamond in the mine.'

Niedawno wreszcie kupiłam sobie sandały. Zawsze mi się podobały, ale dotychczasowa cena skutecznie odstraszała od kupna. Jednak 50% przecena mile mnie zaskoczyła i już są moje :)


Ostatnio po głowie chodzą mi:

duran duran - all you need is now
orange range - o2

(na zdjęciu z zachodem słońca czai się Aleksandra :>)

7 czerwca 2011

Distant Worlds: music from Final Fantasy (Kraków)

Jakiś czas temu byłam na koncercie Distant Worlds: music from Final Fantasy. Odbył się on w ramach 4. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Wielu ludzi obecnych wtedy w hali, pewnie nie zdawało sobie sprawy z tego, że mają okazję uczestniczyć w zdarzeniu, które cieszy się światową renomą wśród graczy (i w końcu zawitało do Polski!). Dla mnie było to niesamowite przeżycie i poniżej wklejam link do autorskiej recenzji koncertu, która wygrała autograf Hironobu Sakaguchiego(!) w konkursie festiwalowym. Niezmiernie się cieszę, chociaż jest to wersja ultra skrócona, żeby zmieścić się w limicie znaków :) W każdym razie, zasłużyłam na:


LINK <- moja recenzja jest podpisana 'Magdalena M.'

Nobuo Uematsu oraz Joe Hisaishi są dla mnie Mistrzami przez duże M i pewnie nie raz zalinkuję do muzyki tych dwóch panów

18 maja 2011

Truskawka

Myślę, że znajdzie się dużo osób, którym wizyta w Ikei sprawia tyle radości co mi. To idealne miejsce na lansowanie się dla takiego Polaczka-prostaczka jakim jestem :P Z założenia chciałam zrealizować swój bon na 20zł, które Ikea wysyłała z okazji 50-lecia współpracy z Polską, ale w końcu zapomniałam go zabrać ze sobą. Szkoda, bo w ofercie jest stoliko-taboret, który znalazłby zastosowanie w mam-nadzieję-wspólnym-mieszkaniu-w-Krakowie. Tak czy inaczej, kupiłam sobie wczoraj pluszową Truskawkę. Uwielbiam ją i żaden pobłażliwy uśmiech pani kasjerki nie zmieni mojego nastawienia. Cofam się wraz z postępującym wiekiem :D




(z pozdrowieniami dla Krytycznego Mara, który jak zawsze podejmuje mniej lub bardziej udane próby przywrócenia mnie na ziemię ;P)

12 maja 2011

Przebudzenie Wiosny cd.

Jeśli komuś się zechce przeczytać mój zmanierowany pean na cześć musicalu, oto i on ;)

Pierwsze co muszę powiedzieć: nie traktuję polskiej wersji równoznacznie z broadwayowską. Myślę o niej bardziej jako o czymś w rodzaju interpretacji i można powiedzieć zgoła osobnego tworu. Pewnie, mogłabym sobie porównywać obie (co zresztą zaraz zrobię), ale nie po to, by się oburzać, cudować, bo nie o to chodzi :) Są dzieła, których modyfikowanie nie ma najmniejszego sensu, jednak to stwierdzenie dotyczy raczej drastycznych zmian fabularnych, a takie tu nie nastąpiły.

Do rzeczy, wszystkie moje małe irytacje wyjdą w praniu ;)

Na samym początku zaskoczył mnie fakt, że nasz 4 rząd, tak naprawdę okazał się być drugim. Kupując bilety, nikt mnie nie poinformował o tym, że scena będzie trochę wysunięta w publiczność (co jak rozumiem, miało zastępować ławki na scenie, z oryginalnej wersji) i zastanawiam się, co z osobami, które kupiły bilety na miejsca w pierwszych dwóch rzędach :P W zasadzie, wybrałam dalsze miejsca, bo chciałam patrzeć na wszystko z lepszej perspektywy, ale i tak było jak najbardziej w porządku.

2 maja 2011

Mogę umierać.

4 rząd okazał się być drugim, ponieważ scena została wysunięta

Zgodnie z tytułem. Odwalono kawał dobrej roboty z przekładem, obsadzeniem ról, choreografią i scenografią. Żeby nie było za cudownie, dodam swoją małą łyżeczkę dziegciu osobistych zastrzeżeń, ale jeszcze nie teraz. W najbliższym, pomaturalnym czasie obiecuję porządnie napisać o "Przebudzeniu Wiosny". W końcu na to zasłużyło :)

autografy większości obsady i chyba nawet hardcorowego Pana Gitarzysty

Owo konfetti to tak naprawdę sperma z tekturowego penisa :P
Jeśli ta bomba atomowa z okazji śmierci Bin Ladena ma wybuchać, to niech zrobi to przed 4 maja - matura time!